pismo urzędowe

Wyświetlono wypowiedzi znalezione dla zapytania: pismo urzędowe




Temat: najbardziej absurdalne pismo urzędowe


| chodzi i zawiłą umowę, pismo urzędowe - ogólnie
| takie, które mało kto rozumie

Zaczynając od góry to będzie to:
http://www.sejm.gov.pl/prawo/konstytucja/kon1.htm


;-)
niezupełnie o to chodziło

Przeczytaj wszystkie odpowiedzi z tego tematu



Temat: najbardziej absurdalne pismo urzędowe
On 2003-11-18 02:08, Marcin Olender wrote:


Jeśli uważasz, że jest możliwy akt prawny w sposób "głupcoodporny",
expressis verbis regulujacy wszelkie możliwe sytuacje, to jestes wyznawcą
pewnej niebezpiecznej utopii, która jest między innymi odpowiedzialna za
hipertrofię przepisów prawnych, której pewna egzemplifikacją jest ta sama
Konstytucja, którą krytykujesz, w pewien zawiły sposób przecząc sam sobie.
Jak sam raczyłeś wspomnieć, są konstytucje, które nie potrzebuja tylu słów,
bowiem od stosowania i interpretacji prawa są sądy. A nie do przybijania
pieczątek. Ale u nas jak "coś nie jest zdefiniowane" to blady strach pada na
naród (a także pewnie sędziów) i nagle przerażenie ogarnia, bo to oznacza,
że muszą użyć mózgu i np, choćby słownika zgodnie z najbardziej podstawowymi
zasadami wykładni. Potem zaś ustyskiwania słychać, że tyyyyle tego prawa
tworzą....


Ładnie i smacznie napisane. Gdybym posiadał władze decyzyjną kazałbym
wykuć się tego "na blachę" pracownikom organów i paru innym.


Jezeli chcesz podyskutować w sposób rzeczowy o wadach i zaletach naszej
ustawy zasadniczej, to z chęcią to zrobie w osobnym wątku. Ale w stosunku do
symboli Państwa obowiązuje moim zdaniem pewna forma.


Ponadto Twój przedpiszca, jak i paru innych popełnia pewien błąd
formalny (przynajmniej ja to tak oceniam) - konstytucja czy ustawa o
ogólności nie jest zwykle określana jako "pismo urzędowe" - odpowiedź
wymieniająca ustawę zasadniczą jako takowe jest więc błędna ;-)

Pzdr: Catbert

Przeczytaj wszystkie odpowiedzi z tego tematu



Temat: Otwieram likierek...
Ale on ma w dokumentach że facet... Trudno pismo urzędowe podważać. Przeczytaj wszystkie odpowiedzi z tego tematu



Temat: Cierpliwosc
absztyfikant napisał:

> Chyba koncyliacyjno-placzliwego habibi:-)

Literówka, Absztyś. Nie czepiaj się takich szczegółów, to forum do pogaduszek, a
nie pismo urzędowe.

Przeczytaj wszystkie odpowiedzi z tego tematu



Temat: Co mam napisac w moim oświadczeniu lustracyjnym ?
Co mam napisac w moim oświadczeniu lustracyjnym ?
Na początku lat 80 w czasie studiów zostałem wezwany do komendy wojewódzkiej
milicji (pismo urzędowe, ze stemplami i pogróżkami na wypadek jakbym sie nie
zgłosił). Po przyjściu do właściwego pokoju wziął mnie w obroty jakiś UBek.

Pojechał ze mną w stylu: wicie rozumicie - wiemy co tam robicie (działałem w
kołach naukowych, w samorządzie studenckim, etc...), wyp... ciebie ze studiów,
weźmiemy ciebie w kamasze, zrobimy ci z d.. wylotówkę na Katowice, etc... i
gadaj natychmiast kto u was z kim i co robi. Po paru minutach wszedł drugi, że
niby ten pierwszy ma pójść do telefonu czy do szefa.

Po jego wyjściu ten pierwszy zaczął z innej beczki: może papieroska? kawki ?
herbatki ? ja ciebie rozumiem, sam dopiero co skończyłem studia, etc...

Klasyczny dobry i zły glina.

Potem przeszedł do konkretów - chodziło im o to kto drukuje u nas ulotki, z
kim się zadaje i takie tam. Ja gadałem głupoty w stylu, że tylko studia, nic
nie wiem, nikogo nie znam, etc... To wszystko przeplatane pytaniami
oczywistymi typu: kto jest dziekanem, kto skarbnikiem - czyli takie na które
odpowiedzi wisiały na tablicy ogłoszeń.

Na koniec dostałem do podpisania bumagę, ze tajemnica państwowa i nie mam o
tym z nikim gadać + protokół z przesłuchania. Podpisałem.

Ten "dobry" wezwał mnie jeszcze ze 2-3 razy. On nadal był miły, a ja nadal
grałem głupka (z czego on doskonale zdawał sobie sprawę - skończył ten sam
wydział co ja i wiedział b.dużo). Na tym sie skończyło.

W międzyczasie wyszło, że praktycznie wszyscy którzy sie "wychylali" (samorząd
czy inne organizacje) byli wzywani na rozmowy, które odbywały się według
takiego samego scenariusza. Nikt nie chciał zamienić studiów na służbę
zasadniczą więc wszyscy zachowywali sie podobnie do mnie.

I co ja mam teraz zrobić ?

Oświadczyć, ze współpracowałem - niby dlaczego - nie robiłem tego ?
Oświadczyć, że nie współpracowałem - ale w mojej teczce są podpisane przeze
mnie zeznania - zupełnie bezwartościowe - ale są ?

Co byście doradzili ? Przeczytaj wszystkie odpowiedzi z tego tematu



Temat: Analfabeci XXI wieku
Analfabeci XXI wieku
A po co mnie umieć ładnie pisać. Mnie to do życia nie potrzebne. Wystarczy że
umie przeczytać gazete pismo urzedowe i inne takie. I tak wiecej zarabian niż
taki niejeden umiejący to wszytko Przeczytaj wszystkie odpowiedzi z tego tematu



Temat: Pisma CBA z sierpnia
Pisma CBA z sierpnia
To jakiś papier toaletowy "made in stan wojenny 1981", a nie pismo urzędowe; a może współczesny polski PALIMPSEST! "Jaki użont, takie pismo". Dla naukowców - archeologów i językoznawców to gratka nie lada co... Przeczytaj wszystkie odpowiedzi z tego tematu



Temat: EPSO A8
Czy pamietacie ostatni temat - wydaje mi sie, ze bylo to po prosu pismo
urzedowe. Dobrze mi sie wydaje? Czy ktos z Was zdecydowal sie na ten temat? Przeczytaj wszystkie odpowiedzi z tego tematu



Temat: Marynarski zakład: kto prześpi się z większą il...
"Zakłady (...) odnośnie tego" - litości!
"Zakłady (...) odnośnie tego" - litości! Po pierwsze, nie odnośnie czegoś, ale do czegoś, poza tym co to za styl? Zakład o coś - i tyle, to nie pismo urzędowe. Przeczytaj wszystkie odpowiedzi z tego tematu



Temat: Ile za tumaczenie?
Ile za tumaczenie?
Ile kosztuje tłumaczenie przez tłumacza przysięgłego strony tekstu z
francuskiego albo włoskiego na polski? Chodzi o pismo urzędowe i kilka stron
dokumentów. Przeczytaj wszystkie odpowiedzi z tego tematu



Temat: transactional letter
"List urzędowy/pismo urzędowe" is the closest approximation I can think of at
the moment.

Gwendal

Przeczytaj wszystkie odpowiedzi z tego tematu



Temat: Tasiemiecowe zdanie, czy ktoś mógłby mi przełożyć?
sprawa osobista ?
osoba pracujaca (jak sie wydaje - dlugo) w Niemczech (bez znajomosci jezyka?)
musi dawac pismo urzedowe do tlumaczenia na forum ? interessant...

j. Przeczytaj wszystkie odpowiedzi z tego tematu



Temat: pismo urzędowe
pismo urzędowe
Jak napisać Dz. U, poz.123, z późn. zmianami? Przeczytaj wszystkie odpowiedzi z tego tematu



Temat: prosze przetłumaczyć .pismo urzedowe.
prosze przetłumaczyć .pismo urzedowe.
Es wird mitgeteilt, dass der beschluss des amtsgerichts frankfurt (oder)vom
14,11,2003 weiterhin gilt. Przeczytaj wszystkie odpowiedzi z tego tematu



Temat: Mitzeichnung des Ihres Auftragbebers
Mitzeichnung des Ihres Auftragbebers
Witam jak mogę przetłumaczyć w/w zwrot.dodam, że chodzi o pismo
urzędowe.pozdrawiam Anka Przeczytaj wszystkie odpowiedzi z tego tematu



Temat: A moze tak o najobciachowszych nazwiskach?
a co powiecie na oficjalne pismo urzędowe od pana mleczko do pana kawki. pzdr Przeczytaj wszystkie odpowiedzi z tego tematu



Temat: ŚMIESZNE POWIEDZONKA kolegów i koleżanek z pracy
aamg napisała:

> > Nie wstawiłem się w terminie
> Takie to ja widziałam w OFICJALNYM piśmie...
pracowałam kiedyś w firmnie mieszczącej się na ul. Zana, dostaliśmy pismo
urzędowe z adresem ul. Ulizana;) najciekawsze, że doszło...;) Przeczytaj wszystkie odpowiedzi z tego tematu



Temat: Ej pomóżcie mam pilną sprawe!!!
to zależy, czy to jest pismo urzędowe, czy zwykłe podanie np. do dyrekcji
firmy, w której pracujesz... Przeczytaj wszystkie odpowiedzi z tego tematu



Temat: Ile za tłumaczenie?
Ile za tłumaczenie?
Ile kosztuje tłumaczenie przez tłumacza przysięgłego strony tekstu z
francuskiego albo włoskiego na polski? Chodzi o pismo urzędowe i kilka stron
tekstu dokumentów. Przeczytaj wszystkie odpowiedzi z tego tematu



Temat: Womysiu....
ciekawe jest to, że wysłaliśmy dokładnie 18.11 - więc byłby to równy
miesiąc... tfu, tfu, żebym nie zapeszyła - jeszcze się okaże że to
pismo urzędowe jakieś paskudne...

Przeczytaj wszystkie odpowiedzi z tego tematu



Temat: prosba
Dzieki bardzo za podpowiedz dzis juz sie wszystko wyjsniło kiedy
dostałam pismo urzedowe pozdrawiam Przeczytaj wszystkie odpowiedzi z tego tematu



Temat: prosba
a jakie pismo urzedowe? domyslam sie po znaczeniu kart, ze niezbyt
pozytywne wiadomosci...? Jesli mozna spytac oczywiscie. Przeczytaj wszystkie odpowiedzi z tego tematu



Temat: Całkiem nowy urząd pocztowy.
Pismo urzędowe. Ważne!
Przeczytaj wszystkie odpowiedzi z tego tematu



Temat: Ja chcę słońce
Tia...
Jak zwykle pada nie tam, gdzie ludzie chcą widzieć desz... trza jaką skargę wystosować, czy coś. Pismo urzędowe w formie odpowiedniej.

Przeczytaj wszystkie odpowiedzi z tego tematu



Temat: trudno.
Rymy już się popieprzyły
Kaszalota tak zmyliły
że pisze pismo urzędowe
na forum co jest wierszykowe
Przeczytaj wszystkie odpowiedzi z tego tematu



Temat: CO sądzicie o KOBIELARZU???
Pan Kobielarz odpowiadał mi kiedyś na pismo urzędowe odpowiedź była tak zawiła i
nie precyzyjna że czytało ją 5 osób i nikt nie wiedział o co mu chodzi. Dużo o
nim słyszałam, ale nigdy go na oczy nie widziałam. Przeczytaj wszystkie odpowiedzi z tego tematu



Temat: Prosba - kto zna dobrze hiszpanski?
Prosba - kto zna dobrze hiszpanski?
Chodzi mi o przetlumaczenie kilku zdan na hiszpanski. Jest to pismo urzedowe
i powinno byc poprawne gramatycznie a niestety moja znajomosc hiszpanskiego
nie jest tak dobra.
Przeczytaj wszystkie odpowiedzi z tego tematu



Temat: dostałam wczoraj pismo urzędowe
dostałam wczoraj pismo urzędowe
datowane na... 28.11.05.
Całe szczęście, ze nie przy odp. musiałam trzymać sie terminu... Przeczytaj wszystkie odpowiedzi z tego tematu



Temat: No super, no
No tak, ale Pismo Urzędowe to jest Pismo Urzędowe i oni muszą mieć potwierdzenie
odbioru, czyli tzw. zwrotkę...
Przeczytaj wszystkie odpowiedzi z tego tematu



Temat: Dopisali mnie w końcu...
Dopisali mnie w końcu...
...do listy wyborców w gminie Kościan!

Dostałem dziś poważne pismo urzędowe z decyzją.
Teraz będę mógł legalnie dać głos. W Turwi!
No.

Przeczytaj wszystkie odpowiedzi z tego tematu



Temat: prosba do POMYSŁOWYCH

skreśl pismo urzędowe ze skarbówki o nałożeniu podatku od wnuczka/wnuczki - na
pewno się ucieszy.


Przeczytaj wszystkie odpowiedzi z tego tematu



Temat: Konflikt w Hutniku: kto ma prawo do anteny?
Pismo urzędowe i organy ścigania na postrach...
Czy tak można?... Przeczytaj wszystkie odpowiedzi z tego tematu



Temat: Szambo
pismo urzędowe ze starostwa .... (nie napiszę którego - bo wymóg jest ogólny :-) Przeczytaj wszystkie odpowiedzi z tego tematu



Temat: koszmar
Pozdrawiam wszystkich na grupie i prosze Was o pomoc.

Problem : posądzono  mnie o wlamanie do serwera na linuxie /RedHat 7.0/,
ktorego nie zrobilem - nawet nie mam pojecia jak sie to robi (nie znam
linuxa - jedynie coś z literatury) - jest to tylko wybieg mojej wspolniczki,
ktora chce mnie puscic w "skarpetkach" z naszej wspolnej firmy.

Moim zdaniem powinny zostac jakies slady po probie wlamania czy laczenia sie
z serwerem?  (moze jakis numer IP, czas polaczenia, jakas trasa ktora sie
laczylem z serwerem firmowym ... nie wiem  jakies slady cos ... cokolwiek)
musza przeciez zostac ?

Dla zainteresowanych przedstawiam nizej bardziej szczegolowy opis zdarzeń.

Sytuacja wygladala tak :

- W firmie stal/stoi/ serwer na linuxie - mamy tam baze danych klientow,
sluzy tez jako bramka do internetu / polaczenie mamy przez SDI /. W biurze
jest jeszcze jeden komputer na winMe. /Serwer i oprogramowanie firmowe /baza
danych klientow mySQL/ zakladali nam na zlecenie informatycy /firma/ -
oprogramowanie bylo obslugiwane z poziomu przegladarki internetowej /php/.

 - Chcac sie dowiedziec cos wiecej na temat linuxa, kupilem ksiazke - na jej
podstawie zalozylem jedno lub dwa dodatkowe konta zwyklego uzytkownika
/oprocz konta root'a/.

 - Po jakims czasie, /firma/ poinformowala nas, ze sprawdzali nasz serwer i
odnotowali jakies proby wejscia do systemu /nieudane zreszta/ i zasugerowala
nam, ze przydalby sie nam jakis administrator systemu /przy okazji
stwierdzili, ze za jakas oplata sami moga sie tym zajac/. Poniewaz po tych
inwestycjach nie mielismy juz specjalnie ochoty wydawac kolejnych pieniedzy,
zlecilismy tej firmie aby zabezpieczyla serwer przed jakimkolwiek dostepem z
zewnatrz - wszelkie przychodzace polaczenia z zewnatrz mialy byc przez
serwer odrzucane /- co w moim przekonaniu dzialalo skutecznie :

przyklad: podalismy informatykowi z innej firmy (znajacego linuxa) haslo
roota i mial zobaczyc co jest na naszym serwerze - po godzinie zadzwonil, ze
nie moze wejsc na serwer - czyli OK/.

 - W momencie gdy serwer byl zabezpieczony zarzucilem studiowanie linuxa.

 - Serwer od czasu do czasu tracil polaczenie i internetem (co bylo widac na
panelu SDI). Aby odzyskac polaczenie - jedynym sposobem jakie znalem byl
reset komputera /tak sobie radzilismy w takich przypadkach/.

 - Pewnego dnia /nie bylo mnie w firmie/, serwer stracil polaczenie z
internetem, wspolniczka zresetowala /twardo/ serwer po czym  nie chcial sie
juz wiecej uruchomic. "Stawal" w pewnym momencie ladowania systemu i na nic
nie reagowal /domyslam sie, ze przez ten reset - cos waznego musialo byc w
RAM-ie, ze nie mozna bylo pozniej go postawic/

- Ja probowalem cos poradzic na drugi dzień, ale mimo konsultacji
telefonicznych z ww. firmama i innymi informatykami, nie udalo mi sie
uruchomic systemu.

Moja wspolniczka (za moja zgoda zreszta) zlecila naprawe systemu/dysku/.
Czas naprawy sie wydluzal, i wydluzal .. czekalem na wiadomosc od
wspolniczki.

- Zadzwonilem kolejny raz do biura /biuro bylo u wspolniczki, w jej domu
jednorodzinnym/ (minely 3 tygodnie) na jakim etapie sa prace z dyskiem, na
co uslyszalem - ze idzie do mnie pismo urzedowe z wypowiedzeniem udzialu w
firmie, a powodem jest rzekome wlamanie do /w końcu wlasnej/ bazy danych. Z
niejasnych wyjasnień wynikalo, ze serwer przestal dzialac z powodu :

"nieautoryzowanego korzystania z serwera jako stacji tranzytowej" ,

cokolwiek to znaczy - nie mam z tym nic wspolnego ale zainwestowalem w ta
firme wszystkie moje /i mojej rodziny/ pieniadze ...  a wspolniczka ani
mysli sie ze mna rozliczyc.

Prosze wiec o pomoc : jak moge dowiesc, ze jestem niewinny i czy to jest w
ogole mozliwe?

i czy jest mozliwe "spreparowanie" dowodow przez ta kobiete ?

Podaje rowniez kontakt na priv : now@box43.gnet.pl -

bede szczerze zobowiazany .. pozdrawiam  S.N.

Przeczytaj wszystkie odpowiedzi z tego tematu



Temat: Zlom pod lupa
http://wyborcza.gazeta.pl/info/artykul.jsp?xx=666722&dzial=kak010100

Złom pod lupą

Prezydent Gliwic Zygmunt Frankiewicz poprosił wojewodę śląskiego o pomoc w
walce ze złodziejami złomu. Wojewoda sprawę zbagatelizował i nie pomógł w
przygotowaniu modelowej uchwały, którą w przyszłości mogłyby przyjąć inne
miasta.

W ubiegłym roku złodzieje złomu okradli śląską kolej na 4 mln zł. Odnotowano
prawie 1,5 tys. kradzieży. Złodzieje buszują nie tylko na odcinkach
wyłączonych z ruchu, ale także na trasach, na których kursują pociągi.
Upodobali sobie szczególnie odcinki: Mysłowice - Sosnowiec Jęzor, Dąbrowa
Górnicza -Sosnowiec, Łazy - Dąbrowa Górnicza - Ząbkowice oraz Mysłowice -
Chełm Śląski. - Ich łupem padają sieci trakcyjne, semafory, zwrotnice i
urządzenia samoczynnie hamujące pociąg. Zagraża to pasażerom i obsłudze
składu. Pociąg porusza się wtedy na tzw. rozkaz specjalny. Jedzie wolniej, a
my posyłamy ekipę, która musi usunąć zagrożenie - mówi Jacek Karniewski z
Zakładu Linii Kolejowych w Katowicach.

Gliwice jako pierwsze miasto na Śląsku wpadły na pomysł utrudnienia życia
złomiarzom. Skupy mają rejestrować wszystkie transakcje oraz notować
szczegółowe dane osobowe sprzedających. Za lekceważenie polecenia
właścicielom skupów grozi 500 zł grzywny. Dostęp do rejestrów będą mieli
gliwiccy policjanci i strażnicy miejscy.

Władze Gliwic chcą, by do akcji przystąpiły ościenne miasta. Złodzieje,
którzy nie mogą sprzedać ukradzionego towaru w Gliwicach, nie zawiozą go
wtedy do Zabrza, Chorzowa czy Rudy Śląskiej.

Kilka tygodni temu prezydent Frankiewicz prosił o pomoc w przygotowaniu
modelowej uchwały wojewodę śląskiego Lechosława Jarzębskiego. - Wtedy w pięć
minut przekonałbym kolegów prezydentów do działania i handel kradzionym
złomem udałoby się ograniczyć - mówi Frankiewicz.

Pełniąca obowiązki dyrektora wydziału prawnego UW Danuta
Reszczyńska-Grzybowska poinformowała, że wojewoda nie może ingerować w
działalność gminy, ani wydawać opinii prawnych dotyczących projektów uchwał.

Prezydent Frankiewicz: - Jestem rozczarowany. Wojewoda Jarzębski jest
zapracowany, a podlegli mu pracownicy potraktowali nasz apel jak zwykłe
pismo urzędowe.

Frankiewicz zamierza sam, nie oglądając się na wojewodę, przekonać
samorządowców z sąsiednich miast do swojego pomysłu.

- Pomysł jest dobry i trzeba go naśladować. Wojewoda będzie namawiał inne
gminy do wprowadzenia podobnych rozwiązań jak w Gliwicach. - zapewniał nas
Krzysztof Mejer, rzecznik prasowy wojewody.

- Skąd w takim razie pismo wydziału nadzoru prawnego UW? - pytamy.

Mejer: - Urzędnicy trochę pospieszyli się z jego wysłaniem.

Tomasz Głogowski (28-01-02 00:21)

Przeczytaj wszystkie odpowiedzi z tego tematu



Temat: Dwie sprawy z Warszawy
Robert Durlik <rdur@plearn.edu.plnapisał(a) w artykule
<89c8nb$ga@h1.uw.edu.pl...


Co sądzicie o pomyśle radnych wawy, żeby można było znów na okresowym
bilecie jeździć w nocnych, ale po dopłacie 7zl do miesięcznego, 21zl
do
kwartalnego? Wg mnie to po prostu kolejny bilet okresowy, tyle ze na
linei nocne. Co więcej jego cena jest zupelnie z Księżyca (choc nie
księżycowa).


Kurde... autentycznie, niedługo będzie mi się opłacać jazda na gapę !!
Mało kanarów, a bilety do dupy... Może niech jeszcze każą dopłacać
za rodzaj autobusu/tramwaju... Nie mam pomysłów... Znam ten pomysł,
tylko po jaką cholerę drukować dodatkowe blankiety... Obecnei kupuję
miejskie, po 63 złote, bo sieciowy już jest 78 złotych, jeden raz tam i
z powroten nie opłaca mi się, dopiero przy większej ilości... A w ogóle
to dopłata 7 PLN jest głupia, skoro sam zwykły nocny kosztuje o 20
groszy więcej... Jezu... dla jednego przejazdu mam do miesięcznego
dokupić blankiet na cały miesiąc TAŃSZY niż bilet 1-przejazdowy ?
Nie bardzo umiem dojrzeć tu sens i logikę... Niech mnie ktoś oświeci...

Czyż nie prostsze było by wepchnąć nocne w opłatę za sieciówki ? To już
jest różnica 15 złotych, więc firma, przy założeniu że przejadę
miesiecznie 2 razy, i tak więcej ze mnie zedrze (15 PLN), niż za 2
jednopprzejazdowe (14.40 PLN). Jakże proste do zrobienia. A nie wszyscy
jeżdżą poza miasto.


(...) W każdym razie podobno to był jakiś przejazd z oficjelami
Bemowa i Bielan w kwestii połączenia ww gmin linią tramwajową. Czy to


To już 105 i 184 nie wystarcza ? Czy w tych busach jest cały czas tak
ciasno... ? Bo jak ja jechałem, to tłoku nie było, może pora nie ta ?
I w ogóle, ten superarcyidiotyczny w skali (Wszech)Świata pomysł
dzielenia miasta na gminy... aby było więcej pierdzistołków... kilkaset
radnych w Warszawie i 18 w wiele większym Nowym Jorku.
A pismo urzędowe czytan nie inaczej, jak np.
"Nierząd dzielnicy Wola bździny Warszawa centrum".
Uwaga ! Stawiam karton (chya 12 sztuk) najmocniejszego znanego mi piwa
(Amsterdam Maximator - 11.6 % alk.) pierwszej osobie, która wskaże mi
jakiekolwiek, poza Warszawą, miasto na świecie, podzielone zasadniczo
nie na dzielnice, jak np. Kraków, miasta GOP, Poznań, Wrocław, a na
gminy, jak Warszawa. A jeśli mi znajdzie, dodatkowe piwa (przewiduję
3-8 - do dogadania) za wskazanie, w którym z tych miast (powtarzam, z
wyjątkiem Warszawy) jest taki superarcynadimbecyloidiotyczny twór, jak
bź...gmina centrum.
Otrzymaną informację oczywiście sprawdzę, jeśli się potwierdzi -
stawiam piwo !
Na życzenie moze być też inne piwo.

Pozdro.

Przeczytaj wszystkie odpowiedzi z tego tematu



Temat: Zdenerwowany abp T. Goclowski
Goclowski - najbardziej zwyrodnialy bydlak w RP;)

Zbiórka na Stella Maris


Marek Wąs 10-03-2004, ostatnia aktualizacja 10-03-2004 22:22

Arcybiskup Tadeusz Gocłowski ustanowił Fundusz Specjalny "Praca", na którym do
końca marca chce zgromadzić milion złotych. Każdy z wiernych archidiecezji
gdańskiej zapłaci złotówkę na ratowanie wydawnictwa Stella Maris

"Każdy Ksiądz Proboszcz przekaże na powołany Fundusz sumę wynoszącą jeden złoty
od jednego wiernego jego parafii. Wpłaty w Kurii na wspomniany Fundusz należy
przekazać do 31 marca 2004 r." - czytamy w kurendzie* podpisanej przez
metropolitę gdańskiego.

Decyzja o ustanowieniu funduszu zapadła podczas spotkania księży dziekanów i
wicedziekanów, które odbyło się 28 lutego w domu rekolekcyjnym w Straszynie.
Dyrektor wydawnictwa Jarosław Szarmach przedstawił tam księżom trudną sytuację
Stelli. Żeby spłacić długi i zreorganizować firmę, potrzeba ok. miliona
złotych. Zbiórka powinna dać taka właśnie kwotę, bo według różnych szacunków w
archidiecezji gdańskiej jest od 900 tysięcy do miliona 50 tysięcy parafian.

O komentarz na temat funduszu kurii poprosiliśmy kapelana metropolity księdza
Wojciecha Tokarza. Ksiądz miał w tej sprawie skonsultować się z arcybiskupem
Gocłowskim, ale po południu jego telefon był już wyłączony.

Z pisma arcybiskupa do proboszczów wynika, że głównym celem przedsięwzięcia
jest zachowanie miejsc pracy dla 122 osób zatrudnionych w Stelli.

"Upadek tego przedsiębiorstwa pociągnąłby za sobą nie tylko utratę pracy przez
tych ludzi, co społecznie obciążałoby Kościół, ale także dalsze konsekwencje
dla archidiecezji, które wynikałyby z Kodeksu Pracy w związku ze zwolnieniami" -
pisze arcybiskup gdański.

- Cel funduszu jest szlachetny, ale mam wątpliwości, czy forma zdobycia
pieniędzy jest najlepsza - mówi proszący o anonimowość gdański ksiądz. - Stella
Maris okazała się porażką gdańskiego kościoła, i to, co stało się w
wydawnictwie, wciąż powoduje ogromne zgorszenie wiernych. Nie miałbym
wątpliwości, gdyby Stella była małą drukarnia działającą wyłącznie na potrzeby
Kościoła, ale ona prowadzi przecież działalność komercyjną. Mogą więc pojawić
się pytania, dlaczego za błędy właściciela i zarządu mają płacić parafie.

O Stella Maris stało się głośno przed rokiem, gdy okazało się, że jej ówczesny
dyrektor, były kapelan arcybiskupa Gocłowskiego, ksiądz Zbigniew B.
przekształcił archidiecezjalne wydawnictwo w gigantyczną pralnię pieniędzy.
Według prokuratury firmy z całego kraju zlecały tu fikcyjne usługi. W ten
sposób poza system podatkowy wyprowadzono ponad 60 mln zł.

Jednym z największych "kontrahentów" kościelnego wydawnictwa miał być pomorski
baron SLD Jerzy Jędykiewicz, któremu prokurator postawił zarzuty wyłudzenia
ponad 30 mln. zł. Pośrednikiem w tych transakcjach miał być gdyński biznesmen
Janusz B. - były cenzor i pracownik KW PZPR w Gdańsku, który na początku lat
90. był pierwszym dyrektorem archidiecezjalnego wydawnictwa.

Nie wiadomo, czy informacja o zbiórce na wydawnictwo zostanie przekazana
wiernym. W piśmie do proboszczów arcybiskup Gocłowski nie polecił ogłoszenia
tego faktu podczas mszy.

- To znaczy, że proboszczowie mogą to zrobić według własnego uznania - uważa
proszący o anonimowość przedstawiciel gdańskiej kurii.

Co ciekawe, gdyby księża zdecydowali się na odczytanie wiernym całego pisma ks.
abp. Tadeusza Gocłowskiego, to ani razu nie wymienią nazwy Stella Maris.
Kurenda kończy się prośbą "o terminowe przekazywanie sum na Fundusz Specjalny w
Kurii Metropolitalnej".

*Kurenda - przestarz. zawiadomienie, zarządzenie, pismo urzędowe przesyłane
obiegiem osobom zainteresowanym; okólnik. Z łac. currendus, od currere - biec
(za słownikiem wyrazów obcych)


Przeczytaj wszystkie odpowiedzi z tego tematu



Temat: OBEZWŁADNIAJĄCA PERFIDIA KOŚCIOŁA KATOLICKIEGO.
Goclowski -> najbardziej zwyrodnialy bydlak w RP;)

Zbiórka na Stella Maris


Marek Wąs 10-03-2004, ostatnia aktualizacja 10-03-2004 22:22

Arcybiskup Tadeusz Gocłowski ustanowił Fundusz Specjalny "Praca", na którym do
końca marca chce zgromadzić milion złotych. Każdy z wiernych archidiecezji
gdańskiej zapłaci złotówkę na ratowanie wydawnictwa Stella Maris

"Każdy Ksiądz Proboszcz przekaże na powołany Fundusz sumę wynoszącą jeden złoty
od jednego wiernego jego parafii. Wpłaty w Kurii na wspomniany Fundusz należy
przekazać do 31 marca 2004 r." - czytamy w kurendzie* podpisanej przez
metropolitę gdańskiego.

Decyzja o ustanowieniu funduszu zapadła podczas spotkania księży dziekanów i
wicedziekanów, które odbyło się 28 lutego w domu rekolekcyjnym w Straszynie.
Dyrektor wydawnictwa Jarosław Szarmach przedstawił tam księżom trudną sytuację
Stelli. Żeby spłacić długi i zreorganizować firmę, potrzeba ok. miliona
złotych. Zbiórka powinna dać taka właśnie kwotę, bo według różnych szacunków w
archidiecezji gdańskiej jest od 900 tysięcy do miliona 50 tysięcy parafian.

O komentarz na temat funduszu kurii poprosiliśmy kapelana metropolity księdza
Wojciecha Tokarza. Ksiądz miał w tej sprawie skonsultować się z arcybiskupem
Gocłowskim, ale po południu jego telefon był już wyłączony.

Z pisma arcybiskupa do proboszczów wynika, że głównym celem przedsięwzięcia
jest zachowanie miejsc pracy dla 122 osób zatrudnionych w Stelli.

"Upadek tego przedsiębiorstwa pociągnąłby za sobą nie tylko utratę pracy przez
tych ludzi, co społecznie obciążałoby Kościół, ale także dalsze konsekwencje
dla archidiecezji, które wynikałyby z Kodeksu Pracy w związku ze zwolnieniami" -
pisze arcybiskup gdański.

- Cel funduszu jest szlachetny, ale mam wątpliwości, czy forma zdobycia
pieniędzy jest najlepsza - mówi proszący o anonimowość gdański ksiądz. - Stella
Maris okazała się porażką gdańskiego kościoła, i to, co stało się w
wydawnictwie, wciąż powoduje ogromne zgorszenie wiernych. Nie miałbym
wątpliwości, gdyby Stella była małą drukarnia działającą wyłącznie na potrzeby
Kościoła, ale ona prowadzi przecież działalność komercyjną. Mogą więc pojawić
się pytania, dlaczego za błędy właściciela i zarządu mają płacić parafie.

O Stella Maris stało się głośno przed rokiem, gdy okazało się, że jej ówczesny
dyrektor, były kapelan arcybiskupa Gocłowskiego, ksiądz Zbigniew B.
przekształcił archidiecezjalne wydawnictwo w gigantyczną pralnię pieniędzy.
Według prokuratury firmy z całego kraju zlecały tu fikcyjne usługi. W ten
sposób poza system podatkowy wyprowadzono ponad 60 mln zł.

Jednym z największych "kontrahentów" kościelnego wydawnictwa miał być pomorski
baron SLD Jerzy Jędykiewicz, któremu prokurator postawił zarzuty wyłudzenia
ponad 30 mln. zł. Pośrednikiem w tych transakcjach miał być gdyński biznesmen
Janusz B. - były cenzor i pracownik KW PZPR w Gdańsku, który na początku lat
90. był pierwszym dyrektorem archidiecezjalnego wydawnictwa.

Nie wiadomo, czy informacja o zbiórce na wydawnictwo zostanie przekazana
wiernym. W piśmie do proboszczów arcybiskup Gocłowski nie polecił ogłoszenia
tego faktu podczas mszy.

- To znaczy, że proboszczowie mogą to zrobić według własnego uznania - uważa
proszący o anonimowość przedstawiciel gdańskiej kurii.

Co ciekawe, gdyby księża zdecydowali się na odczytanie wiernym całego pisma ks.
abp. Tadeusza Gocłowskiego, to ani razu nie wymienią nazwy Stella Maris.
Kurenda kończy się prośbą "o terminowe przekazywanie sum na Fundusz Specjalny w
Kurii Metropolitalnej".

*Kurenda - przestarz. zawiadomienie, zarządzenie, pismo urzędowe przesyłane
obiegiem osobom zainteresowanym; okólnik. Z łac. currendus, od currere - biec
(za słownikiem wyrazów obcych)

Przeczytaj wszystkie odpowiedzi z tego tematu



Temat: Wykształcony barbarzyńca, czyli szkoła na rozdrożu
Specjalistyczne szkolenie też prowadzi na manowce.
Wszystko ma dwie strony medalu. Z jednej strony wąskotorowe
szkolenie jest bardzo wydajne. Tworzymy w ten sposób specjalistę w
danej dziedzinie, który robi daną rzecz świetnie. Jak to się
przekłada na ekonomię widać po popularności usług outsourcingowych.
Po co zatrudniać konserwatora powierzchni płaskich, informatyka,
elektryka itd. skoro można wynająć firmę specjalizującą się w tego
typu usługach. Nie tylko poniesiemy koszt faktycznie wtedy, gdy
będzie to potrzebne, a nie przez cały czas, ale także otrzymamy
wysoką jakość usługi (oczywiście to model teoretyczny i
wyidealizowany). Nie można znać się na wszystkim, więc lepiej znać
się na jednej rzeczy, ale za to dobrze.
Kłopot jednak w tym, że obecnie zmiany na rynku następują szybko.
Stąd człowiek musi się nauczyć zmieniać zawód lub stale poszerzać
swoje umiejętności. Inaczej wypadnie z obiegu. To jeszcze nie jest
takie trudne.

Gorszą stroną medalu jest fakt, że od takiego wąsko
wyspecjalizowanego delikwenta wymaga się potem, by głosował czy
traktat unijny jest dobry, czy nie. Albo żeby się opowiedział czy
zrówać z ziemią jakieś miasto, bo to wróg (kto to stwierdza?), czy
nie

Jeszcze gorzej gdy taki specjalista trafi na stołek decyzyjny i
rozstrzyga o życiu wielu ludzi nie mając pojęcia jaki skutek będą
miały jego decyzje. Z całym szacunkiem do inżynierów, ale to nie
mechanik ani architekt wymyślił obecny system rządzenia i ustrój
społeczny.
Dla mnie świetnym przykładem jest tu Rosja. Nikt chyba nie
zaprzeczy, że kraj osiągnął bardzo wiele na niwie technicznego
rozwoju. Tylko kto z tego korzysta? Wąska elita.

Niestety, specjalizacja tak, ale w połączeniu z wiedzą ogólną.
Inaczej tworzymy trybiki maszyny poruszanej przez cwaniaków.
Niekoniecznie trzeba brylować znajomością prozy, poezji, malarstwa
czy muzyki. Ale warto wiedzieć dlaczego musimy wydawać kupę kasy na
chojraków w panterkach, trzyliterowe firmy państwowe i masę innych
rzeczy. Może trzeba by się zastanowić nad sensem tych wydatków?
Perfekcyjna znajomość konstrukcji chromatografu czy zawartości węgla
w wytopie średnio się do tego przyda.

Po przeciwnej stronie barykady specjalizacji znajdą się humaniści,
którzy nie potrafią wystawić faktury, zmienić płynów w aucie albo
uszczelki w kranie. Pół biedy jeśli tenże humanista będzie na siebie
zarabiał w sektorze prywatnym. Skoro ma kasę niech płaci
specjalistom od usterek. Gorzej jeśli humanista wisi na garnuszku
państwa, czyli nas wszystkich i wykonuje nikomu nie potrzebną pracę,
będąc jednocześnie święcie przekonanym, że jego działalność jest
bezapelacyjnie niezbędna wszystkim do życia. Vide całe gromady
urzędników i pożal się Boże prawodawców tworzących nieżyciowe
przepisy. Żeby było śmieszniej przeważnie startując na stanowisko w
administracji trzeba się pochwalić mgr przed nazwiskiem, choć
później najczęściej do niczego to nie jest potrzebne. Bo na cholerę
komuś dyplom ukończenia prawa, socjologii czy politologii skoro
jedyne czego się od niego wymaga to sklecić pismo urzędowe i
zapoznać się z kilkoma aktami prawnymi? Tyle potrafi też absolwent
liceum, a nawet gimnazjum.

Kolejna sprawa to sposób nauczania w szkołach. Słusznie zauważył
przekorny_plus, że do niczego mu się nie przydały daty wkuwane na
historii. BO TO NIE JEST HISTORIA! Historia ma uczyć! Co się
wydarzyło jest ważne, ale ważniejsze jest – dlaczego się wydarzyło?
Jak to zrozumiesz, będziesz mógł zastosować tą wiedzę w przyszłości.
I nie pobiegniesz z ochotą w kamasze krzycząc, że za dwa tygodnie
będziesz rządzić w Berlinie, czy Paryżu, albo wysadzisz gromadę
kobiet na targu, bo to wrogowie.
Nie dość, że programy nauczania są przeładowane, to jeszcze uczą
dupereli, zamiast naprawdę istotnych rzeczy. Fizyka jest ważna, ale
przydatna wtedy, jak zrozumiesz schemat działania instalacji
elektrycznej we własnym domu. Tak można by o każdym przedmiocie.

Przeczytaj wszystkie odpowiedzi z tego tematu



Temat: bede pisac czy bede pisal?
Dane z poradni - 3 opinie
formuły otwierające list
Witam!
Zwracam się do Państwa z następującym pytaniem: która forma
powitania w piśmie/liście jest poprawna: Witam Pani Marto! czy Witam
pani Marto?
Pozdrawiam
Poprawna ze względu na pisownię jest forma pierwsza. Po wyrazie
Witam należy jednak postawić przecinek: Witam, Pani Marto!.
Wszystkie formy nazywania adresata w piśmie czy liście – ze względu
na obyczajową konieczność wyrażenia szacunku – powinny być
zapisywane wielkimi literami (w wypadku imienia to oczywiste). Tak
więc napiszemy: Szanowny Panie Dyrektorze, Szanowni Państwo; Droga
Ciociu, Tatusiu Kochany itp.
Przy okazji zwracam uwagę na nadużywanie we współczesnej
polszczyźnie sposobu rozpoczynania pism i listów formą Witam. Jeżeli
odbiorca nie jest nam znany osobiście lub jest od nas wyższy rangą,
formułą rozpoczęcia powinno być: Szanowny Panie, Szanowna Pani,
Szanowni Państwo.
Używanie formy imienia w formule typu Pani Marto stosowne jest tylko
wtedy, gdy korespondenci znają się osobiście, są tej samej rangi lub
gdy forma ta została wcześniej przez korespondentów uzgodniona.
— Małgorzata Marcjanik, prof., Uniwersytet Warszawski


Szanowna Pani
Dzień dobry Państwu!
Bardzo proszę o odpowiedź na pytanie, czy po zwrocie Szanowna Pani z
przecinkiem kontynuować list (pismo) od małej czy od wielkiej
litery? Na przykład:
Szanowna Pani,
Między liczbami stosuje się...

A na końcu listu (pisma), po Z poważaniem stawiamy przecinek czy
inny znak (czy żaden)?
Z góry dziękuję za odpowiedź.
Anna Matusiak
Po rozpoczynających korespondencję zwrotach grzecznościowych (typu
Szanowna Pani, Drogi Wujku, Kochani) umieszcza się bądź wykrzyknik,
bądź przecinek. Po zwrocie zakończonym wykrzyknikiem treść listu
rozpoczynamy oczywiście wielką literą. Po zwrocie zakończonym
przecinkiem zaś – zgodnie z zasadami polskiej interpunkcji – powinna
być mała litera (i tekst listu od nowego wiersza). Ten sposób
zalecałabym, jako zgodny z polską tradycją.
Ostatnio szerzy się jednak zwyczaj anglo-amerykański, polegający na
rozpoczynaniu listu wielką literą, mimo że po zwrocie adresatywnym
występuje przecinek. (Wówczas zwrot ów odgrywa rolę zbliżoną do
nagłówka). Myślę, że w związku z silnym oddziaływaniem na polską
obyczajowość kultury zachodnioeuropejskiej i amerykańskiej sposób
ten w przyszłości zwycięży. Świadczy o tym również coraz częstsze
stosowanie po rozpoczynającym korespondencję zwrocie adresatywnym
właśnie przecinka, a nie tradycyjnego wykrzyknika, który
współczesnym, zwłaszcza młodym użytkownikom języka wydaje się zbyt
ekspresywny.
Zwrot grzecznościowy kończący list prywatny czy pismo urzędowe
typu Moc uścisków, Z poważaniem, Łączę wyrazy szacunku –
pozostawiamy bez żadnego znaku interpunkcyjnego (podobnie jak
podpis).
— Małgorzata Marcjanik, prof., Uniwersytet Warszawski


Jak zacząć list?
Szanowni Państwo!
Będę wdzięczny za rozstrzygnięcie wskazanej wyżej wątpliwości. Czy
poprawny jest rozpowszechniający się zwyczaj rozpoczynania listu
(pisma) zwrotem zakończonym przecinkiem, po którym występuje tekst
pisany z wielkiej litery? Czy ta – przeniesiona z obcego języka –
maniera jest zgodna z naszą tradycją językową? Sprawa interesuje
mnie zarówno w odniesieniu do korespondencji prywatnej, jak i
oficjalnej.
Serdecznie pozdrawiam,
Konstanty Pilecki

Polska tradycja każe zwrot do odbiorcy zamykać wykrzyknikiem, ale
niektórzy unikają go w korespondencji oficjalnej, gdyż wydaje im się
zbyt ekspresywny. Jeśli zamiast wykrzyknika użyć przecinka, to
następny wiersz powinien się zasadniczo zaczynać małą literą, co też
jest sprzeczne z polskim zwyczajem. Wiele osób używa więc wielkiej
litery po przecinku, przez co wchodzi w konflikt z ortografią.
Zauważmy jednak, że w poezji wielka litera na początku wersu po
przecinku nikogo nie razi – rozumiemy, że poezja rządzi się własnymi
prawami.
Niewątpliwie jesteśmy świadkami zmian obyczajowych, a dotyczą one
nie tylko korespondencji. Opinie w poruszonej przez Pana sprawie są
podzielone. Na naszych łamach prof. Małgorzata Marcjanik wypowiadała
się już o nowym zwyczaju korespondencyjnym, i to krytycznie.
— Mirosław Bańko, PWN

Przeczytaj wszystkie odpowiedzi z tego tematu



Temat: ABC praw pacjenta
Dzięki ogromne za odpowiedź. Oto, co próbowałam zrobić:

> 1.potrzebne są formalne pisemne potwierdzenie - odmowa wykonania badań z powodu
> dowolnego - MUSZĄ albo napisać odmowę albo wykonać badania albo należy straszyć
> prokuraturą - dosłownie, albo nagrać to bezczelnie ale bez ukrywania

Lipa. Nie udało się. Próbowałam wymusić na papierze stwierdzenie " potwierdza
się/wyklucza ..." - odmówili, twierdząc, że NIE MOGĄ TEGO ZROBIĆ bo nie są pewni
czy jesteśmy (dwoje nas jest, syn i ja) chorzy czy nie. Ustawili mnie w kolejce
do badań genetycznycj, we wspólpracy z USA, termin": za trzy lata... No to
próbowałam wymusiać zaświadczenie o zepsutej maszynie - nie udało się, "proszę
dzwonić za tydzień, będzie przetarg, ..." itede. O tak od półtora roku. Mam do
nich, niestety 400 kilometrów, i nie mogę ich molestować codziennie, zwłaszcza,
ze mam naprawdę ciężko chore dziecko. Na to samo.

> 2.jeśli problem jest duży - NAPISAĆ do NFZ o refundację badań w Polsce i/lub za
> granicą - MUSZĄ odpisać bo jest to pismo urzędowe

Pisałam do Dyrektora tegoż Instytutu. Udało mi się w ten sposób wymusić (!) te
częściowe badania. Czy problem jest duży? A porfiria to jet duży problem? W
dodatku ta cholerna najrzadsza na świecie odmiana?

> 3.jeśli okaże się że mamy pisemne odmowy - wykonać badanie za granicą i
> przedłożyć rachunek do NFZ

Gromadzę rachunki cierpliwie. Co z tym zrobię - się jeszcze zobaczy.

> 4.dużo zależy od tego jaki ośrodek miałby leczyć chorobę bo tam często wiedzą
> jak omijać kłopoty ale to zależy od poziomu zwykŁej życzliwości

Ha, i tu jest najlepszy numer: otóż otrzymuję z zagranicznych ośrodków
odpowiedzi, w któych stoi napisane, ze przecież mam taki super ośrodek w Polsce,
po co szukam gdzie indziej, a w ogóle to mam to załatwiać za pośrednictwem tegoż
ośrodka, przecież oni są ze sobą w kontakcie, jeśli jest problem z wykonaneim
konkretnego badania to ośrodek powinien przesłać ten materiał do nich, oni nader
chętnie pomogą, bla bla bla.... serdeczności, powodzenia...

Poza tym trafiłam na paru sensownych ludzi 9za granicą, rzecz jasna) w materii
tego choróbska. którzy zechcieli ze mną porozmawiać. Niestety, za daleko, z
wysyłką stabilnego materiału jest problem... Podałam wyniki, które mi się udało
TU uzyskać. I... panika. To znaczy stwierdzenia w stylu: "NATYCHMIAST zgłoś się
do specjalisty, to trzeba precyzyjnie zbadać (tu lista co należy zbadać).." 3/4
z tego, o czym piszą to jakaś abstrakcja dla nszego superośrodka. Nasz
superośrodek nie potrafi mi odpowiedzieć na pytanie dlaczego enzym się nie
wzbudza po DTT tak, jak powinien i w ogóle dlaczego ja się czepiam... Przecież
mamy maszyny sprzed 30 lat, mamy normy sprzed 30 lat, ale takie mamy i koniec.
Nikogo nie obchodzi, że ratio dALA-DTT/dALA+DTT ma być >2 (i <3), a ja mam 1,28
i to trochę dziwne jest - bardzo bym chciała wiedzieć dlaczego. No durna jestem,
bom naukowiec, się obczytałam i mi się wydaje, że coś wiem.

A Syna chcą mi zamknąć w psychiatrycznym i naprawdę robię, co mogę, żeby do tego
nie dopuścić, bo za dużo o tej cholerze WIEM :( Przeczytaj wszystkie odpowiedzi z tego tematu



Temat: Dziś upłynął ostateczny termin-macie neta z Netii?
Sposób na Netię i Multimo
1. Przyjmijcie, że szkoda Waszego dzwonienia na infolinię operatora - ludzie o
drugiej stronie, to często wynajęci konsultanci telefoniczni z zupełnie innych
firm niż Netia, czy Energis. Często ich liczba jest o wiele za mała w stosunku
do potrzeb, bo te firmy oszczędzają i nic na to nie poradzicie.

Jeśli chcecie dzwonić - to z prośbą o interwencję do Centrum Informacji
Konsumenckiej UKE
www.uke.gov.pl/uke/index.jsp?place=Lead03&news_cat_id=69&news_id=1779&layout=1&page=text
2. Jeśli chcecie coś wywalczyć - piszczcie pisemne reklamacje mailem. I to
najlepiej nie jedną, ale jedna po drugiej co kilka dni, jeśli nic się nie
poprawi. Koniecznie mailem, bo trzeba to wysłać pod odpowiednie adresy. W żadnym
przypadku nie korzystajcie z formularzy na stronach WWW - to musi być zwykły
mail! W przypadku Multimo - trzeba go wysłać pod dwa adresy: multimo@multimo.pl
i info@gtsenergis.pl (tego drugiego jestem mniej pewny), w przypadku Netii - nie
wiem

Zanim napiszecie reklamację przeczytajcie wskazówki jak ją napisać i
zaaderesować (tak jak pismo urzędowe)
www.uke.gov.pl/uke/index.jsp?news_cat_id=215&news_id=722&layout=1&page=text&place=Lead01
3. Maila z reklamacją koniecznie wyślijcie do wiadomości na adres:

uke@uke.gov.pl,

bo w innym przypadku będzie olana przez operatora.

4. Nie wypowiadajcie tak od razu umowy na Net24, czy Multimo! To się nie opłaca.
Operator w przypadku Waszej rezygnacji nie ponosi żadnych konsekwencji
finansowych. Lepszą metodą jest na przykład zażądanie od operatora np. 3
miesięcy dostępu do Internetu za miesięczną cenę 1 zł + VAT. Pamiętajcie, że
jedyne co boli takiego operatora telekomunikacyjnego to kasa! Żądanie rabatu na
Internet uzasadnijcie tym, że zamiast 12 godzin przerwy w dostępie do Internetu
trwa to kilka tygodni i ponieśliście w związku z tym koszty zapewnienia dostępu
do Internetu innym sposobem np. przez dialup do TP SA na numer 0202122 itp.

5. Jeżeli operator Wam wypowie umowę z powodu rzekomego braku możliwości
technicznych - spróbujcie napisać reklamację z żądaniem zwrotu kosztów dostępu
do Internetu w wysokości np. 3 miesięcznego abonamentu jaki mielibyście płacić.
Podajcie numer swojego konta.

Pamiętajcie - operatorów nie boli nic poza kasą, którą tracą!
Zawsze jak wysyłacie maila - dawajcie do wiadomości na adres uke@uke.gov.pl ! Przeczytaj wszystkie odpowiedzi z tego tematu



Temat: Goscinnosc Polokow ? prawda albo mit ??
Polska gościnność?

WYWIAD Z REPATRIANTEM Z KAZACHSTANU

Marku, masz kilkanaście lat , a kilka lat temu przyjechałeś od Polski z
Kazachstanu w ramach repatriacji. Twoja rodzina potrzebowała pomocy. Czy twoim
zdaniem Polacy są narodem pomagającym?

- Do Polski zaprosiła nas gmina, w której teraz mieszkamy, dostaliśmy
mieszkanie. Jednak poza tym nie dostaliśmy od władz żadnego wsparcia. Ale na
szczęście bardzo pomogli nam zwyczajni ludzie. Moim zdaniem jest naprawdę wielu
Polaków, którzy pomagają. I to bez względu na to, skąd jest osoba potrzebująca
pomocy.

A czy Polacy są tolerancyjni?

- Prawdę mówiąc - nie! Bardzo często spotykam się z niechęcią lub wręcz
wrogością. Słyszę, że powinienem wracać do Kazachstanu, skąd przyjechałem, bo tu
nie ma dla mnie miejsca. Czasem mówią, że przybysze ze Wschodu zabierają pracę,
ale ja wiem, że to jest raczej tylko pretekst żeby jakoś usprawiedliwić wrogość
do każdego, kto przyjeżdża zza wschodniej granicy - Rosjanina, Ukraińca, ale też
Polaka.

Jacy ludzie to mówią?

- Raczej młodzi, nastolatkowie - właśnie w moim wieku. Kiedy zacząłem chodzić do
szkoły, nawet w mojej klasie tak było. Z czasem jednak poznaliśmy się bardziej i
teraz jest o wiele lepiej. Choć w dalszym ciągu często zdarza się, że ktoś spoza
mojej klasy, gdy dowie się, że przyjechałem ze Wschodu, jest do mnie bardzo źle
nastawiony. Niektórzy mówią, że skoro kiedyś Polacy z Kazachstanu nie
zdecydowali się aby wrócić do ojczyzny, to nie powinni teraz przyjeżdżać. A to
przecież nie jest takie proste. Nie wszyscy tak mówią, ale zawsze kilka osób się
znajdzie.

A ludzie starsi, na ulicach, w sklepach?

- Oni są o wiele bardziej tolerancyjni, otwarci. Ludzie w wieku pięćdziesięciu
lat reagują o wiele lepiej niż moi rówieśnicy. Tak jest w tym mieście.

Słyszałeś o pomocy dla Polaków z Kazachstanu, którą organizuje PAH. Czy tutaj
ludzie włączają się w nią?

- Nie, raczej nie. Ludzie tutaj nie są zainteresowani tą akcją.

Czy sądzisz, że Polacy - przynajmniej z twojej okolicy - są źle nastawieni do
wszystkich, których uznają za obcych?

- Na pewno nie. Kiedy do naszej szkoły zaczął chodzić też chłopak, który
przyjechał z Niemiec, większość od razu zaakceptowała go. Po prostu kumpel z
Zachodu. A przybyszów ze Wschodu częściej wytyka się jako ?Ruskich?, gorszych.

A czy jest coś, czego Polacy mogliby nauczyć się od ludzi ze Wschodu?

- Byłeś w Kazachstanie, więc wiesz, że tam jest straszna bieda. Nie da się tego
porównać z tym, co jest w Polsce. Ale tam każdy, nawet najbiedniejszy, pomaga
innym ludziom, jak może. W Polsce jest inaczej; ludzie nawzajem nie troszczą się
o siebie. A przecież nawet jeśli jest się bardzo biednym, można komuś dobrze pomóc.

A co to znaczy dla ciebie "dobrze pomóc"?

- Na przykład tak jak moi sąsiedzi. Oni bardzo pomagają naszej rodzinie. Nie
materialnie, ale kiedy przychodzi jakieś pismo urzędowe, doradzają nam, pomagają
napisać podanie. A to jest dla nas ważne, abyśmy mogli związać jakoś koniec z
końcem.

Teraz są wakacje, a ty pracujesz. Czy ktoś w twojej klasie też musi pracować,
żeby pomóc rodzinie?

- Nie, chyba tylko ja.

Wywiad przeprowadził Marcin Wojtalik pod koniec sierpnia 1999 r. Imię naszego
rozmówcy zmieniliśmy, aby nie miał on jeszcze większych kłopotów. Z tego samego
względu nie podajemy też nazwy miasta, w którym mieszka. Przeczytaj wszystkie odpowiedzi z tego tematu



Temat: Pytania i prosba
hmmm
Mozliwosci sa jak wszedzie, branze sa te same, ale na mala skale, bo to maly
kraj - jak wiesz. Rynek raczej ciezki, duza konkurencja silnego lokalnego lobby
Portugalsko-Wlsokiego. Budowy i uslugi sa przez nich wrecz opanowane, a jezyki
Portugalski i Wlsoki sa niemalze oficialnymi jezykami w tym kraju. Niby nie
oficialne, ale kazde pismo urzedowe, ma tlumaczenia wlasnie na wloski i
portugalski... To chyba mowi samo za siebie.

Polacy sa jednak tu bardzo cenieni, chodzi o budownictwo domow jednorodzinnych.
Ponoc wiele z nich zostalo wybudowane przez Polakow, pracujacych oczywiscie na
czarno - wiadomo brak pozolwenia na prace.

Potem mamy sektor finansowy, ale to sektor z wyzszej polki jest. Czy cieko sie
dostac, raczej tak, no i trzeba znac jeszcze franuski czesto - bariera nie do
przebycia dla wielu ludzi z PL. Niemiecki wogole tu nie jest przydatny, no moze
troche przy sameg granicy z Niemcami, ale czy ja wiem?

Pozwolenie na prace. Ogolnie jest ono baaardzo ciezkie do zdobycia. Trwa to
nawet do 6 miesiecy. Wystepuje pracodawca, a im sie nie chce. Sa tacy co im sie
udalo i pewnie powiedza co innego, ale ja znam takich co im sie nie udalo,
mimo, ze maja do tego wieksze prawo, jako ze sa malzonkami EPSO. Tu niby
procedura prostsza, ale tak do konca nie jest - Ma_wi cos o tym wie...

Ponoc od 1.05.06 maja zniesc okres przejsciowy. Wtedy rynek otwarty bedzie. Ale
nie cieszyl bym sie tak bardzo. Bo nawet zeby legalnie pracowac np na budowie,
to trzeba miec na to odpowiednie papiery. Jak nie ma papierow, to trzeba robic
szkolenia - po francusku oczywiscie, czasem po niemiecku. Bariera kolejna. Jest
obejscie tego, zalozenie w PL firmy i swidaczenie uslug tu, ale wtedy wykoncza
takiego czlowieka podatki w PL i tak w kolo. Zalozenie firmy tu. Proste i
tanie, ale do swiadczenia kazdej uslugi trzeba miec papeiry, i doswidczenie.
Czasem wystarczy dyplom uczelni, ale to co innego.

Tak wiec nie jest wcale tak latwo, ale dla chcacego nic ciezkiego.

Tak wiec jak widac, branze sa, i mozna, jak sie chce oczywiscie. Pozostaje
walka z lokalnym silnym lobby - jak wspomnialem, a ze maja oni tu SILNE
organizacje to nie bedzie latwo.

Polkow w Instytucjach tu jest moze z 300-400. Ilu naprawde to widac raczej po
tym ilu zaglosowalo w wyborach - 350 cos tam. Reszta, jak ja zakladam siedzi w
wiekszosci na czarno i sie nie wychyla bo i po co? Moze w PL popieraja
dodatkowa kase na bazrobociu, nie wiem, domyslam sie. Niby Polakow tu duzo -
2000-3000 tys, ale tego nie widac. Moze po otwrciu rynku pracy sie to zmieni,
bo wyjda z szarej strefy i zaczna pracowac legalnie - co im sie w 100% NALEZY,
bo nie sa gorsi, a w wielu przypadkach LEPSI.

Tak wiec, moim zdaniem, napisanie takiego art, ma wiekszy sens w 6 mies po
takim otwarciu. Wtedy bedzie wieksza przejzystosc sytuacji.

Pozdrawiam i takze chetnie poczytam co Pani napisze. Przeczytaj wszystkie odpowiedzi z tego tematu



Temat: Kościoły swiętych
Kościoły swiętych
Właśnie przeglądałem ilustrowany folder - "zabytki sakralne" i okazuje się,
że święci mają swoje kościoły, i to nawet zabytkowe.
Kościół św. Prokopa - Strzelno
Kosciół św. Michała Archanioła - Dębno
Tu się zdziwiłem, archanioł i ma swój kosciół, co to za jeden?
Jakaś "szyszka"? Już kiedyś był podobno jakiś bunt wśród archaniołów, po co
ich kusić? "Od rzemyczka do koziczka", żeby to temu archaniołowi nie
zaszkodziło. Mieć swój kościół to już nie byle co, temu to dobrze, ma
modlitwy dla siebie.
Kościół św. Kingi - Stary Sącz
Tu jest bardzo ciekawa sprawa, księżna Kinga była fundatorką tego koscioła,
czyli sama sobie wybudowała dla siebie kosciół (ciekawy przypadek).
Jeszcze nie była świętą, a już czyniła liczne cuda przy żródełku. Kto napił
się tej wody mógł dostąpić cudu (widać tak "po cichu" robiła te cuda, bez
pozwolenia). Okoliczni mieszkańcy widząc i słysząc o tych cudach sami nazwali
źródełko - "źródełkiem Kingi". Cuda były bezsporne, nawet najwięksi sceptycy
musieli przyznać, że coś w tym źródełku musi być, prawa fizyki są pomijane
(Kinga nie znała tych praw i dlatego tak łatwo je pomijała). Jeden z
większych cudów przy tym źródełku odbył sie podczas pielgrzymki (nielegalnej,
nie organizowanej przez KK) pątników. Jakaś staruszka przywiozła na wózku
inwalickim swego męża, starszego staruszka od siebie, niechodzącego. Dała mu
się napić tej wody z tego źródełka i nie tylko staruszek zerwał się z tego
wózka, ale nawet zaczął natychmiast uganiać się za co młodszymi pątniczkami.
Staruszka musiała go przywiązać do tego wózka aby część tego jego wigoru
ocalić dla siebie, jak powrócą do domu. Już dawno fama o takich przypadkach
docierała do Watykanu i nasz ukochany papież zadecydował, że dobrze byłoby
zrobić świętą z tej Kingi. Cuda są, jest piękne źródełko, malownicza okolica,
w sam raz na sanktuarium. Jak pomyślał tak zrobił. W 1999 r. będąc W Polsce,
w Starym Sączu, kanonizował Kingę na św. Kingę i w ten sposób ma ona swoj
kosciół. Potrzebny jednak był do tego choć jeden udokumentowany cud, taki cud
z "pieczątką". Wizyta tuż, szykują JPII do przyjazdu, a cudu nie ma. Ta
staruszka, jak ją spytano co się dalej działo jak jej mąż "ozdrowiał" przy
tym źródełku, tylko zamykała oczy i z luboscią usmiechała się, nic nie
chciała powiedzieć, a tym bardziej zeznać pod przysięgą. Staruszek, jak go
spytano, tylko w kółko powtarzał - "za księcia Józefa, to były kobitki, nie
to co teraz!". Niby cud był ale do kanonizacji nie można go było wykorzystać.
W ostatniej chwili, jak już wszyscy zwątpili czy ta Kinga zdąży z jakimś
cudem na przyjazd papieża, taki cud nastąpił i to na ateiście. Pewien
mężczyzna, ateista 100% (czyli wykluczenie, że coś "po znajomosci) leżał w
szpitalu w Nowym Sączu, nieprzytomny z gorączki. Dostał leki jakie mozna było
dać i nic, gorączka ani drgnęła. W szpitalu jak w szpitalu, kto ma zdrowieć
to zdrowieje, kto ma umrzeć to umiera. Lekarze orzekli, że jak spadnie
temperatura to na temperaturę otoczenia, czyli "nogami do przodu". Rozpaczona
żona, nie mówiąć nic nikomu, pobiegła do tego żródełka, nabrała tej wody (w
słoik po dżemie) i polała tą wodą męża leżącego w malignie. Rano był już
gotów, to znaczy stał się cud, przy porannym mierzeniu gorączki termometr
wskazał 36,6. Nie było ani chwili do stracenia, papież był już w Polsce, za
parę dni wyjeżdza, więc ordynator wystawił urzędowe pismo (z pieczątką), że w
swojej karierze lekarskiej nie spotkał się z przypadkiem aby ktoś mając 40-41
st. gorączki tak nagle ozdrowiał i to tym bardziej w szpitalu. Takie pismo
urzędowe wystarczyło aby papież mógł kanonizować Kingę i ogłosić miejsce
żródełka za miejsce budowy sanktuarium. Nic wiecej na ten temat nie ma w tym
folderze (folder z 2000 r.). To co tu dalej pisze, to tylko mój domysł. Pewno
już jest to sanktuarium, w bocznej nawie sączy się to cudowne źródełko,
nabrać wody nie można, bo jest bariera, ale stoi automat, w którym możemy
kupić trochę tej cudownej wody. Automat zapewne umozliwia kupowanie i za
bilon, i banknoty, tak jak na parkingu przy lotnisku Okęcie, automat
obsługuje i bilon, i banknoty, wydaje resztę. Tak pewnie jest i tu w tym
sanktuarium, włozymy 100 zł, wypadnie nam złotówka, w podstawione naczynie
(automat ma zapewne naczynia plastikowe) naleje się trochę wody.

Przeczytaj wszystkie odpowiedzi z tego tematu



Strona 3 z 3 • Wyszukiwarka znalazła 234 rezultatów • 1, 2, 3
Powered by WordPress, © nudniejszy